Jeśli ktoś grał w drugiego Maxa Bóla ("Max Payne", gdyby ktoś nie skumał), to zapewne pamięta tytułowy cytat. I ja w końcu pozbyłem się problemu w postaci matur, dzisiaj zaliczając ostatni egzamin - prezentację z języka polskiego. Tak nawiasem mówiąc, Sir Ace, jeśli kiedyś się zobaczymy, to ci flaszkę wiszę za podsunięcie za wspomnienie niegdyś o wykorzystaniu w satelicie rozwiązania z tekstu Clarke'a. W pytaniu Czy uważasz, że science fiction przenika do rzeczywistości obok przykładów z Gibsona i Lema zaczerpniętych bardzo współgrało (mina egzaminatorki - fuck yeah!). W każdym razie 20/20 punktów wpadło (na starcie punkt za wybór tematu, bo podobno 95% osób brało motyw cierpienia/metamorfozy bohatera), a ja finalnie zakończyłem swoje zmagania. Teraz zaś w planach ponowne katalogowanie (tym razem dokładniejsze) zbiorków, potem ich układanie (może nawet zaprezentuję porządek na półkach). No i nadrabianie recenzji - 11 książek przeczytanych i czekających na recenzję to o jakieś 10 za dużo, niestety.
Na dniach możecie spodziewać się nowego projektu związanego z fantastyką (dokładne info będzie w osobnym poście, bo jakżeby inaczej), poniżej zaś zamieszczam tekst prezentacji maturalnej, o którą sporo osób prosiło. Nic wielkiego - potrzebowałem po prostu szkicu, na którym mógłbym oprzeć swoją wypowiedź w ciągu tych 15 minut. Jeśli ktoś w przyszłości będzie miał podobny temat, to nie widzę problemów, by się tym tekstem wspomóc - byleby nie zrzynać na całego i nie podpisywać jako swój. A, no i wyjadacze raczej nie znajdą tu nic nowego - mówiłem w końcu do osób, które w teorii mogły science fiction na oczy nie widzieć. PS. Co do wyboru tego "Szlaku chwały" - nie widziałem jednoznacznej kwalifikacji do fantasy czy space opery, toteż go wykorzystałem w prezentacji.